Archive for Listopad, 2008

12 września b.r. w Bibliotece Publicznej w Straszynie odbyło się spotkanie z Barbarą Gawryluk, dziennikarką radiową i pisarką książek dla dzieci w ramach Pierwszych Pomorskich Spotkań Pisarzy z Młodymi Czytelnikami „Z książką na walizkach” organizowanych przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Gdańsku. Współorganizatorkami imprezy były: Halina Ludka z Biblioteki Publicznej w Straszynie i Joanna Kleinzeller z Biblioteki Szkolnej Zespołu Szkół w Straszynie.
Spotkanie odbyło się z udziałem licznie przybyłych dzieci z miejscowej Szkoły Podstawowej. Mali uczestnicy mieli niezwykłą okazję do nawiązania bezpośredniego kontaktu z autorką książek, które wcześniej przeczytali. Pisarka ciekawie opowiadała o losach swoich książkowych bohaterów, przybliżając dzieciom szczegóły tworzenia książek. Na zakończenie można było kupić książki i otrzymać autograf od Autorki.13 września na Placu Wałowym w Gdańsku uczniowie klas III wystąpili na Pikniku Czytelniczym z dwiema scenkami: „Kaktus i legwan” na podstawie książki Barbary Gawryluk.
Inscenizacje przygotowały z dziećmi nauczycielki: Janina Parkitna i Renata Śliwińska. Wszystkim bardzo podobał się występ, zwłaszcza samej autorce, która cały czas towarzyszyła małym aktorom na scenie. Przedstawienie nagrodzone zostało brawami. Rodzice, którzy przybyli na piknik, dumni byli ze swoich pociech, a my mieliśmy ogromną satysfakcję, że wzięliśmy udział w imprezie „ Z książką na walizkach”.

H.L.

Tym artykułem chciałbym państwu przybliżyć postać rzeźbiarza prof. Zdzisława Pidka – „Zdzicha”, który mieszkał wśród nas w Straszynie przy ulicy Chabrowej 30 i był twórcą największych pomników zbrodni i męczeństwa narodu polskiego.

Zdzichu

Zdzisław Pidek urodził się 16 maja 1954r. w Bychawie koło Lublina. Absolwent Liceum Sztuk Pięknych w Nałęczowie oraz Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku, w pracowni rzeźby profesora Franciszka Duszeńki. Od 1980 roku pracował na uczelni przechodząc wszystkie szczeble awansu, a od 2001r. już jako profesor. Był autorem największych realizacji rzeźbiarskopomnikowych ostatnich dziesięcioleci: Polskich Cmentarzy Wojennych w Katyniu i Miednoje, Cmentarza Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie oraz pomnika na terenie byłego hitlerowskiego obozu zagłady w Bełżcu. Zmarł nagle 11
kwietnia 2006r.

Bełżec, pomnik upamiętniający miejsce kaźni ponad 500 000 ludzi

Bełżec, pomniik upamiętniający miejsce kaźni ponad 500 000 ludzi

Gdy jesienią 2007r. zadzwonili do mnie Kasia i Piotrek Józefowicze, artyści Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku z zapytaniem czy będę miał czas i ochotę pomóc przy organizacji pośmiertnej wystawy „Zdzicha” w Gdańskiej Galerii „Łaźnia”, odpowiedź mogła być tylko jedna „tak”. Otwarcie planowano na 11 kwietnia w drugą rocznicę śmierci. Jakże mogło być inaczej, skoro znaliśmy się od 1980r. Poznaliśmy się na jakiejś imprezie studenckiej, on świeżo upieczony asystent w pracowni rzeźby prof. Franciszka Duszeńki, ja student pierwszego roku malarstwa. Polubiliśmy się od razu i tak już zostało do jego śmierci. Wracając do wystawy pośmiertnej „Zdzicha” pt. „Pamiętamy”. Przedsięwzięcie zapowiadało się imponująco i z niekrytym podziwem obserwowałem upór i konsekwencję Kasi i Piotra Józefowiczów w dążeniu do celu. Pomysł był taki, że wystawę „Zdzicha” organizują jego przyjaciele. Trzeba było prześledzić całą dokumentację pomników, wcześniejszych prac, zdjęć prywatnych, napisać teksty do katalogu, a nawet odtworzyć i  odszukać niektóre prace. Mi przypadło odtworzenie instalacji z psimi budami pt. „Co zrobić z tą wolnością?”. Myślałem, że jako sołtys mający kontakt z sołtysami w gminie będzie mi łatwiej zebrać około 10 bud. Jak się okazało, na wsi łatwiej o psa niż o budę (budy się nie rozmnażają) jedynie Pan Gerard z ulicy Tęczowej ze Straszyna (najmniej wiejska wieś w gminie) na moje zapytanie bez wahania odpowiedział: mam dwie, dam. Resztę pozbijałem z różnych odpadów – wyglądały jak powinny – czyli jak stare. Stachu Wyrostek – artysta rzeźbiarz odszukał i odnowił ogromne tablice (negatywy odlewów w żywicy) z wyciśniętymi tysiącami nazwisk pomordowanych polskich oficerów w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Asystent „Zdzicha” Robert Kaja przywrócił do pierwotnego stanu metalową wialnię, praca pt. „Poszukiwacz wartości”. I w ten sposób przyjaciele „Zdzicha” zjednoczeni wokół hasła wystawy „Pamiętamy” doprowadzili do jej powstania. Oczywiście, wymieniłem tylko niektóre osoby. Na wystawie zaprezentowano również parę prac studentów „Zdzicha”. Pisząc ten artykuł specjalnie nie silę się na gloryfikację jego sztuki, poglądów czy postawy artystycznej, tę sprawę zostawiam czasowi i historykom. A poza tym sztukę trzeba oglądać na żywo, a zwłaszcza pomniki męczeństwa i zbrodni.

Katyń, pomnik pamieci zamordowanych oficerów

Katyń, pomnik pamieci zamordowanych oficerów

Katyń, pomnik pamieci zamordowanych oficerów

 

Podczas długiego weekendu majowego wraz z kuzynem i naszymi żonami, postanowiliśmy pojechać do Bełżca i zobaczyć realizację „Zdzicha”. Jest to pomnik zaliczany do najwybitniejszych dzieł sztuki światowej. Katalog z wystawy, który ukazał się pod koniec sierpnia (143 strony) dostępny w Galerii „Łaźnia” w Gdańsku, zawiera wiele zdjęć i zbliżeń pomnika ale nie oddaje tego co zobaczyliśmy na żywo. Nie wieje chłodnym wiatrem z mżawką, jaką zastaliśmy w Bełżcu w majowy poranek. Nie oddaje przytłaczającej szczeliny „Drogi”, którą idąc do kamiennej ściany z wyrytą modlitwą Kadisz, z każdym
krokiem zagłębiasz się w ziemię, gdzie u kresu panuje zawsze półmrok. Nie obrazuje ogromnych przestrzeni żużlu (spieczonego popiołu) po obu stronach
szczeliny oraz struktury jałowej ziemi, która przykrywa popioły 500 000 pomordowanych ludzi. Muszę przyznać, że żadne zdjęcia nie oddadzą ogromu przedsięwzięcia jakie ujrzeliśmy. Poruszenie jakiego doznaliśmy, oglądając ten cmentarz, wywarło na nas dreszcz emocji i tragizm tamtych wydarzeń.
Cała ta idea zrodziła się w głowie człowieka bardzo skromnego, wręcz cichego, nie dbającego nigdy o zaszczyty czy rozgłos, natomiast w swoich działaniach artystycznych bezkompromisowego i pełnego rozmachu. Żył sztuką i dla sztuki. Był małego wzrostu, ale wielki duchem. PAMIĘTAJMY !!!
P. S. W dniu wernisażu wchodząc do galerii „Łaźnia” natknąłem się na korytarzu na ekipę telewizyjną skupioną nad nekrologiem. Był to nekrolog informujący, że w nocy z 10 na 11 kwietnia zmarł prof. Franciszek Duszeńko. Profesor był bardzo schorowany i z pewnością nie dałby rady przybyć na wernisaż swojego asystenta. Ale widocznie stary i młody mistrz „umówili się po cichu” inaczej.
Bogusław Izdebski

herb Straszyna

Liczący ponad dwa tysiące mieszkańców Straszyn ma swój herb. Ogłoszony przez sołtysa konkurs na jego projekt został rozstrzygnięty. Wybrali go sami
mieszkańcy na zebraniu wiejskim. Zgłoszono 13 projektów. W większości z nich pojawiał się motyw elektrowni wodnych, których w Straszynie mamy aż trzy. Ponad 50 proc. głosów padło na projekt Filipa Ludka, reszta głosów rozproszyła się na kilka innych projektów. Projekt jest prosty w formie, a zarazem
wyraża symbolicznie charakterystyczną cechę miejscowości: elektrownie wodne i napędzające je wody Raduni.
Zwyciężcy gratulujemy. Jak oświadczył sołtys Straszyna, Bogusław Izdebski, projekt musi być jeszcze poddany ocenie heraldyków, a jeśli nie wniosą oni
zastrzeżeń, stanie się oficjalnym herbem miejscowości. I będzie mógł być wykorzystywany w materiałach promocyjnych Straszyna.

A.T.

Borkowo nowe boisko

Na zapleczu Szkoły Podstawowej w Borkowie oddane zostało do użytku boisko sportowe, o jakim uczniowie innych szkół gminy mogliby tylko pomarzyć.
Boisko ma wymiary 60 na 30 metrów i jest boiskiem wielofunkcyjnym. Można na nim grać w siatkówkę, koszykówkę, piłkę ręczną i „małą” piłkę nożną. Ma pokolorowane pola gry i bardzo nowoczesną nawierzchnię dywanową o gąbczastym podłożu. – To lepsze niż trawa czy tartan – zapewnia nauczyciel WF Grzegorz Grzegorczyk. Przed dewastacją chroni ogrodzenie z wysokiej 4 metrowej siatki i zamykana brama.
Jedynym mankamentem jest brak ławeczek dla widzów. Można oglądać gry jedynie stojąc za siatką, co z pewnością wygodne nie jest. – Wrazie potrzeby możemy przynieść ławki ze szkoły – mówi Grzegorczyk, który ma nadzieję, że z czasem znajdą się pieniądze na zbudowanie widowni.

AT

Kontenery na plastik i szkło przy placu zabaw na ul. Kwiatowej

O dzikich wysypiskach pisaliśmy w numerze majowym „Doliny Raduni”. Niestety, do tematu musimy wrócić, a to za sprawą pojemników do selektywnej
zbiórki odpadów. Stały się prawdziwym utrapieniem, to znaczy – śmietniskami.
Zgodnie z umową z Gminą firmy usuwające odpady komunalne z naszych posesji zostały zobowiązane do wystawienia pojemników na segregowane
odpady: plastik, szkło, papier. Podobnie jak śmieci są opróżniane raz w tygodniu. Dla mieszkańców to duże ułatwienie, bo nie muszą zapychać swoich
prywatnych pojemników, tzn. więcej za nie płacić, ale zarazem pokusa, by podrzucić tu nadmiarowe śmieci. I, niestety, wykorzystują to w nadmiarze. Cichaczem, pod osłoną nocy, przywożą zużyte opony, stare meble, jakieś skrzynie, a nawet worki ze śmieciami domowymi, które składują wokół pojemników. W centralnych punktach miejscowości powstają odrażające śmietniska, jak na przykład to (na zdjęciu) u zbiegu ulic Kwiatowej i Pocztowej w Straszynie. Przecież tędy przechodzą co dzień setki dzieci do szkoły i dorosłych do sklepów, potykają się o walające się plastiki, przejeżdżają też dziesiątki samochodów, to wizytówka miejscowości i… świadectwo naszej kultury.
A przecież stare meble, opony, zużyty sprzęt elektroniczny można bezpłatnie usuwać w ramach tzw. wystawek organizowanych corocznie przez Gminę
lub jak informuje nas Michał Przybylski z Ochrony Środowiska Urzędu Gminy, wywieźć raz na kwartał za darmo na wysypisko w Szadułkach. Opony ponadto przyjmują bezpłatnie do utylizacji wszystkie warsztaty oponiarskie. Plastikowe butelki można przed wyrzuceniem pozgniatać, co zajmie 1/3
ich objętości, a kartonowe opakowania telewizorów, komputerów, lodówek czy pralek zwłożyć do 1/10 ich objętości. Niestety, wrzucane są bezmyślnie
w pełnych gabarytach, co natychmiast zapełnia pojemniki. Resztę śmietniska wokół pojemników dopełniają ci, którzy nie zdążyli zmieścić w nich swoich
odpadów.
Przykro mi to powiedzieć, ale wstyd mi za naszych mieszkańców. Wstyd mi tym bardziej, że w większości nie należą do ludzi ubogich, których nie stać na opłacenie śmieci. Wystarczy spojrzeć na wystawne posesje, pięknie wykończone domy, luksusowe auta, którymi te odpady podwożą. Gdyby jeszcze mieli poczucie dobra wspólnego, dbałość o estetykę własnej miejscowości, a nie tylko swojej chaty skraju. Ale to chyba zbyt wygórowane wymagania.
P.S. Następnego dnia po opróżnieniu kontenerów znalalem w pojemniku na plastik kilkanaście par starych butów i wielki metalowy baniak po farbie.

Formalnie od ponad pół roku, a praktycznie od czerwca mamy własną Straż Gminną. Własną, to znaczy powołaną przez Gminę Pruszcz Gdański i utrzymywaną z jej budżetu. Siedzibą Straży jest Łęgowo (ul. Spacerowa 8).

Z 13 przyznanych jej etatów obsadzono dotąd 11– 8 funkcjonariuszy mundurowych i 3 pracowników cywilnych. Na pytanie o kwalifikacje
strażników otrzymaliśmy odpowiedź, że wszyscy są po odpowiednim przeszkoleniu i wieloletnim stażu służby, z dużym doświadczeniem.
Początkowo strażnicy poruszali się po rozległym terenie gminy własnymi samochodami. Ostatnio Gmina kupiła im samochód i na dokładkę za 150
tys. zł fotorejestrator wykroczeń drogowych. W jakich sprawach najczęściej interweniują? St. strażnik Paweł Kwiatkowski odpowiedział nam,
że najczęstszymi wykroczeniami popełnianymi przez mieszkańców gminy są:
– brak umów na wywóz nieczystości,
– niezachowanie ostrożności przy trzymaniu zwierząt – psów,
– brak numeru porządkowego nieruchomości
– spożywanie alkoholu w miejscu publicznym.
Komendant Straży Tomasz Hertel zapewnia, że pijaństwo w miejscach publicznych zostało wyeliminowane, choć problemem jest nałożenie mandatu ludziom, którzy nie posiadają dowodów tożsamości. Ten problem występuje szczególnie w Straszynie. Przestrzega też przed myciem samochodów na ulicy i zanieczyszczaniem kanalizacji burzowej. – Będziemy karać mandatami – mówi.
A jak dotychczasową działalność Straży oceniają mieszkańcy? Spytaliśmy kilka osób.
Sprzedawczyni w sklepiku z prasą, słodyczami i piwem w Straszynie:
– Jak stali pod sklepem, tak stoją (mowa o ludziach z pociągiem do butelki), walną piwo na zapleczu i okupują od rana do wieczora miejsce przed sklepem rzucając „mięsem” gdy przechodzą dzieci ze szkoły lub nagabywani o „pożyczkę” ludzie do sklepów. Straż nie reaguje, podobnie jak wobec dzieci palących papierosy na poletku za sklepem.
Sołtys Straszyna, Boguslaw Izdebski:
– Generalnie oceniam dobrze, widać ich w Straszynie. Można by powiedzieć, że są trochę nadgorliwi, bo ludzie skarżą się, że dużo mandatów rozdają, nawet tym co rozładowują towar przy sklepach. Wszyscy musimy się dotrzeć, przecież dopiero są od niedawna, ludzie tez muszą przywyknąć. Osoby nadużywające alkoholu stojący zwykle pod sklepem uciekają, jak widzą podjeżdżającą straż gminną i dobrze.
Sołtys Goszyna, Bogdan Wasiek:
– Nie oceniam, bo nie było żadnych zgłoszeń i jeszcze ich tu nie widziałem.

Kierunki działania Straży Gminnej

Czystość i porządek w Gminie

Ustawa o utrzymaniu porządku i czystości w gminach – umowy na wywóz nieczystości stałych i płynnych
Ujawnianie osób dokonujących nielegalnych zrzutów smieci
Mycie pojazdów w miejscach niedozwolonych
Zachowanie ostrożności przy trzymaniu zwierząt (psów) i obowiązku szczepień

 

Ochrona spokoju i porządku publicznego

Reagowanie na dewastację mienia komunalnego
Sprawdzanie numerów porządkowych nieruchomości
Sprawdzanie obowiązku posiadania skrzynek pocztowych
Zabezpieczenie uroczystości gminnych

Art. 100. Kodeksu postępowania w sprawach

o wykroczenia. Ściąganie grzywny
nałożonej w drodze mandatu karnego następuje
w trybie przepisów o postępowaniu
egzekucyjnym w administracji. Grzywna ta
stanowi dochód budżetu państwa, a gdy
nałoży ją funkcjonariusz organu podległego
władzom jednostki samorządu terytorialnego
– stanowi dochód tej jednostki samorządu.

Harcerze w Bieszczadach

48 Drużyna harcerska na szycie Tarnicy

48 Drużyna harcerska na szycie Tarnicy

Od 29 czerwca do 17 lipca br. 40. Drużyna Harcerska i 48. Drużyna Harcerska działające w Straszynie wraz z 17. Oliwską Drużyną Harcerską uczestniczyli, jak co roku, w obozie harcerskim. Tym razem zdecydowali się poznać piękno polskich gór – Bieszczad. Po długiej podróży pociągiem do Zagórza, a stamtąd autokarem do Nasicznego nadszedł czas na zakwaterowanie, rozbicie namiotów i pionierkę, czyli budowanie bramy, ogrodzenia, masztu, na którym miała pojawić się polska flaga i tablicy ogłoszeń. Gdy to zostało zrobione, można było rozpocząć harcerską przygodę.
Nieodłączna część obozowego życia to apele, które odbywały się po śniadaniu. Na nich harcerze meldowali ilość osób w swoich namiotach, dowiadywali się, jaki jest plan dnia, śpiewali hymn Związku Harcerstwa Polskiego i wciągali na maszt flagę Polski. Jedną z istotnych rzeczy dla uczestników to  utrzymywanie w porządku namiotów i mundurów, które były sprawdzane przez kadrę obozu. Plan dnia opierał się zazwyczaj na grach harcerskich przed obiadem, po obiedzie, a także na wspólnych wieczornych spotkaniach. Do stałych elementów obozu zaliczały się warty nocne, podczas których wybrani
harcerze, przez określony czas musieli pilnować proporca, masztu i całego obozu. W tym czasie wszystkie obozy znajdujące się na terenie bazy harcerskiej mogły się nawzajem podchodzić, aby zdobyć proporzec lub zostawić wiadomość przy maszcie, po wcześniejszym uzgodnieniu reguł
między kadrą obozów.
Gry związane były z tematyką obozu, która dotyczyła średniowiecza, świata fantastyki, oraz ogólnie pojętego RPG. Przy okazji harcerze mogli zapoznać się z bieszczadzką przyrodą, miejscowością, w której obozowali i okolicami. Biorąc udział w grach wykorzystywali też nabytą przez cały rok na zbiórkach wiedzę harcerską.
Obóz w Bieszczadach nie mógłby być w pełni zaliczony bez górskich wędrówek. Pogoda raczej sprzyjała, mimo że w tym rejonie nie jest ona stabilna, jednego dnia były burze, a drugiego słońce i temperatura ok. 30C. Po wielu trudach, ale z dumą i satysfakcją, zarówno młodsi jak i starsi harcerze zdobyli Połoninę Caryńską ( 1297 m n.p.m.), Połoninę Wetlińską (1255 m n.p.m.), Dwernik – Kamień (1004 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Bieszczad – Tarnicę (1346 m n.p.m.)! Nie obyło się bez obtartych nóg, jednak te widoki to niezapomniane przeżycie. Jak mówili młodzi zdobywcy bieszczadzkich gór: nie wystarczy zrobić zdjęcia, tam trzeba być.
Wieczorami przychodził czas na świecowiska lub ogniska, gdzie nie mogło zabraknąć śpiewania najróżniejszych piosenek przy akompaniamencie gitary oraz gawęd. Znalazło się też miejsce na zabawę i wspólną dyskotekę zgrupowania.
Obóz harcerski to przede wszystkim czas, kiedy drużyna może zżyć się ze sobą, miejsce, gdzie można poznać nowe osoby, zdobyć nowe doświadczenia
i przeżyć wspaniałą przygodę. Gdy przyszła pora, aby się pożegnać z tym miejscem i przyjaciółmi, wszystkim było żal wyjeżdżać. I obiecywali sobie, że spotkają się za rok. Jak mówią słowa piosenki: „Przy innym ogniu, w inną noc, do zobaczenia znów!”.
W Straszynie działają obecnie dwie drużyny harcerskie: 40 DH (dla młodzieży gimnazjalnej i ponad gimnazjalnej), 48 DH (dla dzieci i młodzieży w wieku 10-13 lat) oraz 41 Gromada Zuchowa (dla dzieci w wieku 6-9 lat). Zbiórki każdej z nich odbywają się raz w tygodniu, a konkretny dzień jest ustalany wraz z początkiem roku szkolnego i w związku z tym roku harcerskiego. Drużyny i gromadę prowadzi drużynowy wraz z przybocznymi. Na zbiórkach jest czas na naukę, zabawę, dyskusje, gry terenowe, a wszystko to dostosowane do wieku. Ważną rzeczą są rajdy i biwaki weekendowe, które pomagają sprawdzić swoje umiejętności, poznać nowych ludzi i aktywnie spędzić czas oraz takie wydarzenia jak wigilia harcerska, czy bal karnawałowy, które zbliżają harcerzy wewnątrz drużyny. Dla drużynowego istotne jest, aby do każdego ze swoich harcerzy podejść indywidualnie, poznać go jak najlepiej,
pomóc się rozwinąć, tak żeby każdy czuł się w drużynie dobrze.
Serdecznie zapraszamy do naszych drużyn!

Marta Kozyra
drużynowa 48 Drużyny Harcerskiej

Dwie sąsiadujące ze sobą miejscowości: Juszkowo i Straszyn nie mają praktycznie połączenia drogowego. Teoretycznie istnieje – przez ulicę Sportową biegnącą południowym brzegiem Raduni, ale to droga długa – 2 km i raczej dla aut terenowych o bardzo mocnym zawieszeniu. Jazda zwykłym samochodem to duże ryzyko.
Mówi mieszkaniec Juszkowa: – Mieszkam w Juszkowie, a firmę mam w Straszynie, codziennie na dojazd do pracy tracę 20 minut, bo muszę jechać okrężną drogą przez zatłoczony Pruszcz i dalej przez Rotmankę.
Najprostszym połączeniem byłoby poprowadzenie 200 m odcinka drogi z ulicy Ogrodowej w Juszkowie do ulicy Chabrowej w Straszynie. W tym celu jednak trzeba by było zrobić przecinkę w lasku przegradzającym miejscowości, a na to nie wyrażają zgody Lasy Państwowe i jak twierdzi wójt Magdalena Kołodziejczak, na uzyskanie jej nie ma szans.
W tej sytuacji Gmina opracowała projekt przedstawiony na wrześniowym zebraniu wiejskim w Straszynie. Zakłada on poprowadzenie drogi od ulicy Ogrodowej w Juszkowie równolegle do obwodnicy, na skraju lasku, do szerokiej i wyasfaltowanej ulicy Spokojnej w Straszynie. I choć droga nie miałaby więcej niż 700 metrów długości, koszt jej budowy szacowany jest na ok. 3,5 mln zł.
– Na taki wydatek możemy sobie pozwolić najwcześniej za 5 lat – mówi Magdalena Kołodziejczak, w Straszynie wyremontowaliśmy już wiele dróg,  właśnie zakończyliśmy remont Spokojnej i odcinek Raduńskiej, budujemy chodnik wzdłuż Poprzecznej i Młyńskiej od szkoły do DGT, teraz musimy się zająć Żuławami, gdzie sytuacja jest znacznie gorsza.
Choć termin budowy drogi wydaje się odległy, to przedstawiony projekt zdołał już wzbudzić protesty mieszkańców ulicy Spokojnej. Na zebraniu rozległy się głosy w rodzaju: na ulicy bawią się dzieci, a czemu nie wyremontować Sportowej itp. Wójt ripostowała, że dzieci powinny się bawić na terenach swoich posesji a nie na ulicy, Sportowa jest wielokrotnie dłuższa, zatem budowa byłaby wielokrotnie droższa, a ponadto droga będzie tylko dla
samochodów osobowych.
Sołtys Straszyna, Bogusław Izdebki poinformował, że do planu przyszłorocznego budżetu gminy zawnioskował dokończenie remontu ulicy Raduńskiej od Spokojnej do Starogardzkiej oraz remont ulic Plażowej i Słonecznej Doliny, które znajdują się w katastrofalnym stanie. Wójt Gminy uznała, iż wnioski mają
szansę na akceptację przez Radę Gminy.
J.J.